Fanaberka bloguje

no blog, wiadomo

Zło

Brak komentarzy

Jakieś zło chodzi pod nami zostawiając czarne ślady. Tu i tam unosi i przebija skorupkę ziemi. Podkopuje kwiatki, psuje porządek, narusza naszą stronę świata.

Nie chcemy tu zła. Próbujemy je wypłoszyć dźwiękiem, wykurzyć smrodem, schwytać w pułapkę, snujemy mordercze plany. Tymczasem zło nic sobie nie robi z naszych pseudoszamańskich praktyk, rośnie w siłę i wydaje się nieśmiertelne.

Kot nie lubi grzechotek, gwizdków, dymu, dźgania ziemi kijem, machania rękami. Robi się zły. Zły kot wstaje z miękkiego posłania, skacze między dalie i po chwili wraca z martwym kretem w pysku. Z dziurek na futrze sączy się krew.

I już po wszystkim. To takie proste – małe zło pokonane przez większe, oswojone. Grządka się wyrówna, kwiatki odrosną, kopce pokryje murawa.

Minęło. Po co wracać przetrząsając czas. Może było za słabe i drżało jak osika. Lub runęło, bo za mocno zatrzęsło w posadach.

A co, jeśli jest gdzieś wyrwa, szrama, rysa? Prześwit, z którego sączy się zielone światło?

Chcesz być kompletna i zdumiona tym. Jak jaszczurka, która przemierzyła cały las w poszukiwaniu utraconego ogona i właśnie w tej chwili odnajduje go w sobie.

w mojej szufladzie ktoś był
tutaj wszystko było
niedomknięte

wysunął skrzydło przez szparę
dawał jakieś znaki

ale ja zamknęłam
oczy

wyrwałam pióro
napisałam
pióra nie odrastają

Wiatr ucichł. W spokojnych mokradłach odbija się biel: brzoza i niestałe obłoki. Łąka lśni, oddycha i szyrka jak szept.

Odbieram słaby, ulotny zapach ziemi – obezwładniający zapach życia, którego nie mogę, nie umiem ci pokazać. Jest świeże, młode i równocześnie zasiedziałe: mech na kładce, norka, zdyszane zwierzątko.

Radość spotkania – nieodwzajemniona.

len na czyrki i trele
słonecznik dla uszek
słoninka na poszum skrzydełek
i brzuszek

w wyplecionym gniazdku
oset – cierń i puszek

jajko pełne strumyków
żółtko białko
duszek

Nie musimy się obawiać. To prosta droga i okolica, tylko o tej porze dotkliwie przeorana i przesuszona jak mech.

Domy jak niedomknięte pudełka zapałek o rzadkich, cennych etykietach. W otwartych wnętrzach trzaskają patyki. Płomyki pełzają swobodnie po ścianach, łatwopalnych firankach, po świętych obrazach.

Jednak nie musimy się obawiać. Pod opieką świętej Agatki od pożarów nic tu się dzisiaj nie zajmie, nie spopieleje. Poustawiane w oknach rzadkie ptaki, staruszki na ławeczkach

- jutro też tu będą. Z głowami w stronę nieznajomej przestrzeni, gdzie droga zanika razem ze światłem.

Agatka IMG_5093

Zdjęcie z lewej pochodzi z albumu użytkownika „Podlaskie Klimaty”. Zdjęcie z prawej – z mojej ściany.

Zima opuściła legowisko pod dębem. Został po niej zmoczony, sprasowany siennik. A w starych siennikach, w tajemnych skrytkach lęgną się ślimaki. I kto wie jakie skarby.

Ten, który wie, już uchylił wieczka – cytrynowy motyl, rozhuśtany jak światło.

Ptaki też go widziały i ucichły. Może jego pożywne ciało stało się – na chwilę – ważniejsze niż ich śpiew.

Pewna Kłoda z Otwocka jęknęła żarliwie:
Ach, drąż mnie! Ach, rozrywaj na strzępki, mój Grzybie!
A Grzyb na to: Amore!
Kładź się, Laska, zrzuć korę!
Hmm…. Wyglądasz dosyć leciwie…

Żaby

Brak komentarzy

Wiejska sadzawka.
Pękate żaby skaczą
z szosy do nieba.

IMG_5007 IMG_4991


  • RSS