Fanaberka bloguje

no blog, wiadomo

len na czyrki i trele
słonecznik dla uszek
słoninka na poszum skrzydełek
i brzuszek

w wyplecionym gniazdku
oset – cierń i puszek

jajko pełne strumyków
żółtko białko
duszek

Nie musimy się obawiać. To prosta droga i okolica, tylko o tej porze dotkliwie przeorana i przesuszona jak mech.

Domy jak niedomknięte pudełka zapałek o rzadkich, cennych etykietach. W otwartych wnętrzach trzaskają patyki. Płomyki pełzają swobodnie po ścianach, łatwopalnych firankach, po świętych obrazach.

Jednak nie musimy się obawiać. Pod opieką świętej Agatki od pożarów nic tu się dzisiaj nie zajmie, nie spopieleje. Poustawiane w oknach rzadkie ptaki, staruszki na ławeczkach

- jutro też tu będą. Z głowami w stronę nieznajomej przestrzeni, gdzie droga zanika razem ze światłem.

Agatka IMG_5093

Zdjęcie z lewej pochodzi z albumu użytkownika „Podlaskie Klimaty”. Zdjęcie z prawej – z mojej ściany.

Zima opuściła legowisko pod dębem. Został po niej zmoczony, sprasowany siennik. A w starych siennikach, w tajemnych skrytkach lęgną się ślimaki. I kto wie jakie skarby.

Ten, który wie, już uchylił wieczka – cytrynowy motyl, rozhuśtany jak światło.

Ptaki też go widziały i ucichły. Może jego pożywne ciało stało się – na chwilę – ważniejsze niż ich śpiew.

Pewna Kłoda z Otwocka jęknęła żarliwie:
Ach, drąż mnie! Ach, rozrywaj na strzępki, mój Grzybie!
A Grzyb na to: Amore!
Kładź się, Laska, zrzuć korę!
Hmm…. Wyglądasz dosyć leciwie…

Żaby

Brak komentarzy

Wiejska sadzawka.
Pękate żaby skaczą
z szosy do nieba.

IMG_5007 IMG_4991

Wiele lat minęło i już nie wiem, Judka jej było na imię czy Jerka.  I jak długo jeszcze mogła tak żyć, przycupnięta w jakimś lesie, pod gałęzią, w liściach, w norze. I gdzie zapodziali się ci wszyscy. Przecież ziemia przeznaczona pachnie gazem, w niebie krąży czarny dym.

Pośród cieni nie ma snu. Ciemność napędza nagankę, stukają kołatki, kołaczą serca, Judce czy Jerce wyrastają skrzydła, ciała goniących składają się w swastyki, świta, pęka horyzont, jest błysk, kula, czerwień.

Wiele lat minęło. Poranek jest zwyczajny, purpurowy. W spokojnym krajobrazie szeleszczą jesiony. Spada strąk, pęka pestka, skrobie korę głodny robak. I nikt nie zauważa, jak w tej przytulnej plątaninie chrustu z wolna unosi się Menora. Ugina ciężkie ramiona i czeka na ogień.

IMG_4914 manora

Dąb na rozdrożu, ofiarowany. W spękanym pniu ani strumyka. Struktura jest wiotka i splątana jak włosy, w koronie hula mroźny wiatr.

Gdybym podniosła oczy, zadarła głowę, boleśnie odgięła kręgosłup – mogłabym zobaczyć na raz i krzyż, i niebo.

Jednak jestem strudzona. Godzę się na to, co już nie boli: łagodny krajobraz, kruche liście, mech.

Droga jest wytyczona. Nikt się nie zatrzymuje, nie szuka, nie pyta. A przecież istnieją nadal jacyś silni drwale, jakieś proste dęby, jakiś las. Czas, który jeszcze nie minął – jakiś czas.

IMG_0405 IMG_4864

coś za mną chodzi…

IMG_4890 IMG_4894

Co by tu… Opton czy lektan?

IMG_4878 IMG_4872


  • RSS