Wiele lat minęło i już nie wiem, Judka jej było na imię czy Jerka.  I jak długo jeszcze mogła tak żyć, przycupnięta w jakimś lesie, pod gałęzią, w liściach, w norze. I gdzie zapodziali się ci wszyscy. Przecież ziemia przeznaczona pachnie gazem, w niebie krąży czarny dym.

Pośród cieni nie ma snu. Ciemność napędza nagankę, stukają kołatki, kołaczą serca, Judce czy Jerce wyrastają skrzydła, ciała goniących składają się w swastyki, świta, pęka horyzont, jest błysk, kula, czerwień.

Wiele lat minęło. Poranek jest zwyczajny, purpurowy. W spokojnym krajobrazie szeleszczą jesiony. Spada strąk, pęka pestka, skrobie korę głodny robak. I nikt nie zauważa, jak w tej przytulnej plątaninie chrustu z wolna unosi się Menora. Ugina ciężkie ramiona i czeka na ogień.

IMG_4914 manora