Wiatr ucichł. W spokojnych mokradłach odbija się biel: brzoza i niestałe obłoki. Łąka lśni, oddycha i szyrka jak szept.

Odbieram słaby, ulotny zapach ziemi – obezwładniający zapach życia, którego nie mogę, nie umiem ci pokazać. Jest świeże, młode i równocześnie zasiedziałe: mech na kładce, norka, zdyszane zwierzątko.

Radość spotkania – nieodwzajemniona.