Jakieś zło chodzi pod nami zostawiając czarne ślady. Tu i tam unosi i przebija skorupkę ziemi. Podkopuje kwiatki, psuje porządek, narusza naszą stronę świata.

Nie chcemy tu zła. Próbujemy je wypłoszyć dźwiękiem, wykurzyć smrodem, schwytać w pułapkę, snujemy mordercze plany. Tymczasem zło nic sobie nie robi z naszych pseudoszamańskich praktyk, rośnie w siłę i wydaje się nieśmiertelne.

Kot nie lubi grzechotek, gwizdków, dymu, dźgania ziemi kijem, machania rękami. Robi się zły. Zły kot wstaje z miękkiego posłania, skacze między dalie i po chwili wraca z martwym kretem w pysku. Z dziurek na futrze sączy się krew.

I już po wszystkim. To takie proste – małe zło pokonane przez większe, oswojone. Grządka się wyrówna, kwiatki odrosną, kopce pokryje murawa.